Wróciliśmy do restauracji. Jedzenie już było na naszym stoliku, ale nie byłam już wcale głodna. Po prostu siedziałam tam i patrzyłam na Jima. Łzy nadal zlatywały mi po policzku. To było jak sen. Nie wierzyłam.
- A ty nie jesz? Umierałaś z głodu - powiedział Jimmy.
- Odechciało mi się jeść.
- Jak chcesz. A skoro nie jesz, ja wezmę twoją porcję - uśmiechnął się, wiedząc, że nawet nie musi się pytać o zgodę.
- Nic się nie zmieniłeś - zaśmiałam się tak głośno, że ludzie siedzący obok dziwnie się na mnie spojrzeli. To nie było nic śmiesznego, ale czułam taką radość, że musiałam dać się jej wydostać z mojego ciała. W tym momencie już przestałam myśleć o tym co było, a zaczęłam o tym co będzie. To znaczy przestałam myśleć o tych złych rzeczach, te miłe wspomnienia zawsze we mnie były i na zawsze pozostaną. Kiedy Jimmy skończył jeść, postanowiliśmy przejść się troch w pobliskim parku, żebym trochę ochłonęła.
- Poczekaj, zaraz pójdziemy tylko muszę iść się odświeżyć - powiedziałam wstając z miejsca i kierując się w stronę toalet. Jimmy coś krzyknął, ale nie zrozumiałam więc odwróciłam się, żeby dowiedzieć się o co chodzi. W tym momencie poczułam jak coś zimnego wylało mi się na ubrania. To był szejk. Truskawkowy. Był wszędzie. Kelner, który to zrobił nie wyraził nawet skruchy. Przecież to on na mnie wpadł. Albo nie. Ale on też mógł patrzeć gdzie idzie. Spojrzał tylko na mnie jakby mówił 'Przecież i tak te ciuchy są do niczego, co z tego, że są całe w truskawkach'. Postanowiłam nie robić afery. A byłabym do tego zdolna. Dzisiaj był mój szczęśliwy dzień i nie chciałam go zepsuć. Poszłam do łazienki i zmyłam tego szejka z mojej twarzy. Z ciuchami nic nie robiłam, bo i tak było już za późno. Serio, były do wyrzucenia. Gdy szłam już w kierunku Jima ten tylko szeroko się uśmiechnął.
- Ani słowa - spojrzałam na niego z groźną miną.
- Ale ten koleś cie urządził.
- Mówiłam 'ani słowa'.
W tym samym momencie spojrzeliśmy sobie w oczy i wybuchnęliśmy śmiechem. Ni obchodziło nas, że ludzie wokół uważali nas za świrów. Bo tak było sądząc po ich minach. Tam byli sami ważniacy. Wyszliśmy i skierowaliśmy się w stronę parku. Nawet się nie przejmowałam, że mam na sobie szejka truskawkowego za pół miesięcznej pensji większości ludzi na świecie. To trochę przesada, ale można się domyślić o co mi chodzi.
- Jak się czujesz? - spytał mnie Jimmy
- Nie wiem co mam ci powiedzieć. Wspaniale.
- Jeszcze niedawno nie miałaś takiego dobrego humoru.
- Ale już mam. Twoje słowa sprawiły, że teraz jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
Jimmy wtedy nic nie powiedział, po prostu mnie objął. I tak przytulenie spacerowaliśmy w ciszy po parku. Bez słów się rozumieliśmy. Było nam po prostu dobrze. Ale to miłe uczucie przerwał nam deszcz. Przed chwilą świeciło słońce, a nagle lunęło lodowatymi i wielkimi kroplami deszczu. Jak mówiłam, nic by mi nie popsuło tego dnia, ale mokra jak najbardziej być nie chciałam. Owoce mi wystarczyły. Kiedy Jimmy się wreszcie zorientował, że leje, bo zazwyczaj ma opóźniony zapłon, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Nie wiedziałam gdzie biegniemy, ale sprawiało mi to frajdę. Może to dziwne, ale ucieczka podczas deszczu zawsze sprawiała mi frajdę.
- Dokąd biegniemy? - zapytałam, bo zaczynałam się męczyć.
- Już jesteśmy.
Stanęliśmy przed drzwiami hotelu, który w sumie był blisko parku. Popatrzyłam na Jima z dezorientacją w oczach, a on tylko mnie pociągnął. Koleś ubrany jak pingwin powiedział do Jima 'Dzień dobry' i otworzył przed nami drzwi. Zorientowałam się, że to hotel w którym on, Justin i cała ekipa zatrzymała się na czas pobytu w LA.
- Co my tu robimy?
- Chciałaś zmoknąć?
- No nie, ale... jak go zobaczę? Nie jestem gotowa. To znaczy, moje ciuchy... Nie chcę pamiątkowego zdjęcia z moim życiem i szejkiem na ubraniach - powiedziałam z sarkazmem, co było u mnie częste. Nie lubiłam tego w sobie, ale taka już byłam.
- Spokojnie. Jego nie ma. Poszli gdzieś z Seleną.
- Ona też tu jest? - spytałam zaskoczona.
- No... jest. A masz coś przeciwko? - Jim szturchnął mnie w ramię, ruszając brwiami w górę i w dół.
- Haha! Śmieszne. Po prostu jestem zaskoczona, że Selena jest z nim w trasie.
- To tylko taki żarcik. Poczekasz chwilę? Ja pójdę po klucz, a to może trochę zająć, bo mają zepsuty system czy coś. Tam jest łazienka jakby co - wskazał na drzwi po lewej stronie.
- Jasne, nie spiesz się.
Obejrzałam się po hotelu. Naprawdę robił wrażenie. Jeszcze nigdy nie byłam w tak wypasionym miejscu. Ruszyłam w stronę łazienki. Byłam trochę zamyślona więc chwyciłam klamkę od drzwi toalety. Męskiej toalety. W tym samym czasie ktoś zrobił to samo, tylko że od drugiej strony. Wpadliśmy na siebie. Nawet nie spojrzałam kto to, masowałam się tylko po głowie patrząc w podłogę.
- Może byś trochę uważał?!
- Może byś uważniej wybierała miejsca, w których chcesz załatwić swoje sprawy, shawty?! To męska toaleta... chyba, że o czymś nie wiem. W tym momencie nieznajomy zachichotał, a ja na niego spojrzałam. Wiedziałam, że skądś znam ten śmiech.
- Ju-ju-ju-justin?! - wykrzyczałam na całe gardło. Ostatnio coś często krzyczałam, więc to nie było dla mnie zaskoczeniem.
- Chy-chy-chy-chyba tak - zaśmiał się.
- Nie wierzę... - w tym momencie moje policzki pokryły się litrami łez.
- To uwierz shawty - Justin szeroko się uśmiechnął. - A tak w ogóle to wiesz, że masz coś na koszulce? I wiesz, że masz to wszędzie? - znowu się ze mnie nabijał.
- No tak, chyba wiem. Nieważne. - mówiłam zapłakanym głosem. - Mogę cię przytulić?
- Chodź tu, Emily. - Justin objął mnie, a moje serce właśnie przestało bić. Ale w tym dobrym sensie. Trzymałam w ramionach całe swoje życie. Tak. Właśnie to sobie uświadomiłam. On był był teraz mój i nic ani nikt nie mogło tego zmienić. Nigdy.
- Zaraz.. skąd ty znasz.. skąd wiesz...
- Zapytaj Jimmiego.
- Jezu.. no tak. Mówił mi, że ci o mnie wspominał, ale...
- W rzeczywistości jesteś jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach. - przerwał mi Justin.
I teraz serce przestało bić po raz drugi. Czy właśnie Justin Bieber powiedział, że jestem ładna?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz